Ewa Wanat - BLOG

O autorze ↓

Wanat, czyś ty kompletnie oszalała!

Bywa mi coraz bardziej niewygodnie w Polsce. Brodzimy w płytkiej wodzie. Mówimy o zjawiskach prześlizgując się po ich powierzchni, miotamy stereotypami, odmawiamy prawa głosu, piętnujemy, pogardzamy, wywyższamy się – najnowszy przykład – Jarosław Kaczyński na Ukrainie.

Owszem, jestem zdania, że pojechał tam głównie po to, by zadbać o swój PR w Polsce, ale niezależnie od motywów - to dobrze dla Ukraińców, że tam jest, tak jak dobrze, że są i inni polscy politycy. I efekt w tym wypadku liczy się najbardziej. Tymczasem z tej wizyty w polskim internecie zostanie głównie zmanipulowane zdjęcie Kaczyńskiego z Kliczko.



To zdjęcie - humor na poziomie polskiej średniej internetowej, a komentarze przy nim - po prostu beznadziejne chamstwo. Kibolski, dresiarski rechot z niskiego wzrostu prezesa jest tu tak samo żenujący, jak rechot z męskich rysów i postury pewnej posłanki, czy sławetnego braku urody feministek – co za różnica? A przy okazji - i Aleksander Kwaśniewski i Donald Tusk, nie mówiąc już o Leszku Millerze, nie należą do mężczyzn nawet średnio wysokich, niewiele centymetrów dzieli ich od Jarosława Kaczyńskiego – i co ma niby z tego wynikać?

Z jednej strony pogardliwy rechot ze wzrostu Kaczyńskiego, z drugiej podobnie pogardliwa dla faktów manipulacja doktora filozofii Tomasza Terlikowskiego w felietonie w Rzepie na temat gender pod (chyba autoironicznym) tytułem „Intelektualny kogel-mogel”. Terlikowski wmawia czytelnikowi, że „genderystki” nie widzą różnicy miedzy kobietami i mężczyznami. To taki sam photoshop jak zdjęcie Kaczyńskiego pod pachą Kliczki, tyle że zmontowany za pomocą słów, nie obrazu. I autor fotomontażu wie, że Kaczyński nie jest aż tak niski i Terlikowski wie, że gender nie oznacza zniwelowania różnic płci. W obu wypadkach chodzi o to, żeby przyłożyć temu, czego nie lubię, czego się boję, czym gardzę. Nieważne czym, ważne żeby przyłożyć. Jak na kibolskich ustawkach.

(Słowa „kibolski” używam jako pewnego symbolu – co od razu zaznaczam, sama bowiem ulegam zakale sterotypizacji, a chodzi mi o stare dobre „chuligaństwo” – ale jeżeli napiszę o chuliganach, kto zrozumie? Kto dziś jeszcze pamięta, że w języku polskim jest takie słowo jak „chuligan”? Dziś brzmi ono prawie elegancko…)

Mam też wrażenie, że coraz rzadziej spotykam ludzi naprawdę ciekawych świata, ale nie swojego świata – innego świata. Tego, który jest dla nas niedostępny, dziwny, obcy, często wydaje się wrogi. Wczoraj na przykład - Tomasz Kwaśniewski rozmawia na antenie Radia RDC z człowiekiem, który był asystentem księdza egzorcysty i opowiada o tych swoich demonologicznych doświadczeniach – dla mnie to opowieść jak z serca dżungli amazońskiej albo z innej galaktyki – otwieram uszy i słucham. Ale nie posłucham - ledwo Tomek zaczął rozmowę, jeszcze nie wiadomo, o co zapyta i co z tej rozmowy wyniknie, a już dostaję telefon od mojego postępowego przyjaciela: „Wanat, czyś ty kompletnie oszalała! Za chwilę nie będę miał argumentów, żeby cię bronić przed naszymi wspólnymi znajomymi” .

To nie broń – może sama zdołam im kiedyś w końcu wytłumaczyć, że ciekawe jest to, co jest inne, odrębne, nieznane. Że mnie bardzo interesuje, co się dzieje w głowie księdza egzorcysty albo Tomasza Terlikowskiego, czym są demony, z którymi walczą i dlaczego się ich boją. Każdy z nas ma jakieś swoje demony, może gdybyśmy zaczęli o nich rozmawiać, zamiast udawać, że ich nie ma, dałoby się w końcu jakoś dogadać?

Tymczasem widzę wokół, że wielu ludzi nie interesuje złożoność rzeczywistości, również tej wewnętrznej, pogłębianie poznania, nie interesują nas pytania bez odpowiedzi. A takich przecież jest najwięcej. Kiedy narrator „Pod wulkanem” Malcolma Lowry dochodził do tego punktu pytał :„czy dusza może się tu obmyć, czy ugasić pragnienie?”

Widzę, że my dziś - tu i teraz – chcemy brodzić w płytkiej kałuży i tylko w tej kałuży gasić pragnienie.
Trwa ładowanie komentarzy...