Ewa Wanat - BLOG

O autorze ↓

Happy Endu nie będzie

Nic nie wiemy, nie znamy całości obrazu, znamy tylko jego fragmenty, nie wiemy jak duże, nie wiemy czy są z czymś powiązanie, nie wiemy co na tym obrazie jest, nie wiemy kto go namalował, jakie miał intencje, co jeszcze kryje się za zasłoną. Nie wiemy, co wie premier, co wiedzą służby, co wie prokuratura, nie wiemy co wie Sylwester Latkowski, a co wie jego redakcja. Nie wiemy i jesteśmy zmuszeni do spekulacji, bo jakoś przecież musimy się odnieść do tego, co się wydarzyło, zracjonalizować, zająć stanowisko. Czujemy, że dzieje się coś niebywałego, trudno nam spokojnie na to patrzeć, szukamy odpowiedzi, logicznych wytłumaczeń.

Jeszcze w niedzielę, kiedy znaliśmy tylko małe fragmenty rozmów, żartowałam w telewizji, że afera podsłuchowa ma przykryć o wiele poważniejszą – ministerstwo środowiska chce mordować w Polsce łosie (nadal uważam, że to skandal i granda). W poniedziałek po lekturze Wprost i odsłuchaniu części nagrań już mi się odechciało śmiać. A w środę wieczorem nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Jak i inni dziennikarze. Patrzyliśmy zdumieni jak ABW, policja i prokurator próbują siłą zmusić redaktora tygodnika do oddania materiałów, które być może mogą posłużyć do identyfikacji źródeł informacji. I po raz pierwszy od lat zwaśnieni i głęboko podzieleni dziennikarze zaczęli mówić jednym głosem.

Nie potrzebujemy do tego żadnej klauzuli sumienia, mamy Prawo Prasowe:
Dziennikarz jest obowiązany: chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie.

Dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy:

1) danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych,
2) wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich.

Dziennikarz jest zwolniony od zachowania tajemnicy zawodowej, o której mowa w art. 15 ust. 2, w razie gdy informacja, materiał prasowy, list do redakcji lub inny materiał o tym charakterze dotyczy przestępstwa określonego w art. 254 Kodeksu karnego albo autor lub osoba przekazująca taki materiał wyłącznie do wiadomości dziennikarza wyrazi zgodę na ujawnienie jej nazwiska lub tego materiału.

Art. 254. § 1. Kodeksu karnego - Kto bierze czynny udział w zbiegowisku wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 2. Jeżeli następstwem gwałtownego zamachu jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu, uczestnik zbiegowiska określony w § 1, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.


Myślę, że każdy z nas w podobnej sytuacji broniłby swojego laptopa. I nie broniłby stołka, pozycji zawodowej, przywilejów lecz podstawowego sensu naszego zawodu – informowania opinii publicznej, publikowania materiałów odsłaniających to, co inni chcieliby ukryć. Jeżeli zaczniemy ujawniać źródła informacji - nikt już z niczym do żadnej redakcji nie przyjdzie. Wszystko od tego momentu będzie się działo za szczelnie zasuniętą zasłoną.

Tak wiem, wielu z nas czuje się dziwnie, kiedy ikoną walki o wolność słowa staje się Sylwester Latkowski z niezbyt świetlaną przeszłością. Skazany za pospolite przestępstwa, odsiedział swoje i ma pełnię praw jak każdy wolny człowiek, jednak nie wiem, czy z takim bagażem powinien być redaktorem naczelnym tygodnika, który chce być opiniotwórczy. No cóż, stało się, to pewnie też jest część tej układanki, której wciąż nie możemy zobaczyć w całości. Uważam, że w tej sprawie, wobec działań aparatu państwa trzeba bronić i Latkowskiego i Wprost, broniłabym w takiej sytuacji i Gazety Polskiej i TV Republika i NIE i nawet Faktu.

Ewa Milewicz z Gazety Wyborczej broniąc decyzji prokuratury napisała, że "redakcje to nie są sanktuaria". "Skoro prokurator może sięgnąć do komputera księdza, lekarza, to dlaczego nie może sięgnąć do komputera redakcji? Przecież nie ma tam - mam nadzieję - danych o informatorach. Bo to byłaby gratka dla hakerów". Chyba się niestety myli - tu możemy przeczytać, jak można namierzyć informatora dzięki nagraniom.

A przy okazji panu prezesowi Kaczyńskiemu, który teraz broni wolności dziennikarskiej, chciałabym przypomnieć nocny zamach rządu PiS na ustawę medialną (2005 rok), zmianę Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na swoją i obsadzenie apologetami PiS-u i aparatczykami publicznych mediów. Pan Prezes nie skorzystał w tym wypadku z możliwości milczenia.

Akcja ABW i Prokuratury w redakcji Wprost, to że ją w ogóle podjęto, to jak ją przeprowadzono, to że zastosowano siłę wobec dziennikarza, i to że skończyła się porażką funkcjonariuszy - ich pospiesznym wycofaniem się, zostawieniem teczki z pieczątkami i dokumentami w redakcji - stanowią jakiś niebywały przykład chaosu. To rezultat tego, że wcześniej ktoś wpadł w panikę, ktoś przestał logicznie myśleć, ktoś nie przewidział oczywistych i łatwych do wyobrażenia konsekwencji – atak na wolność prasy, zastraszanie dziennikarzy, ograniczenie wolności słowa. A jak niby mieliśmy to odebrać?

Nie przekonał mnie Donald Tusk prezentujący się na konferencji prasowej jako najgorzej poinformowana osoba w państwie, nie przekonał prokurator generalny Andrzej Seremet twierdzący, że prokuratorzy nie chcieli uniemożliwić dalszych publikacji – jak twierdzą dziennikarze Wprost prokuratura zażądała wszystkich nośników z nagraniami – czyli de facto uniemożliwiłaby publikację. Pewnie nie przekonali też wielu innych ludzi, u których po środowej akcji w redakcji Wprost zaufanie do państwa prawa spadło do zera. Jeśli nie o zablokowanie publikacji chodziło i nie o dotarcie do chronionych prawem informatorów dziennikarzy, to o co?

Wyjątkowo paskudnie to wygląda, kiedy prowadzone są tak intensywne działania, aby odkryć kto nagrał, a nic się nie dzieje w sprawie treści nagrań (nic przynajmniej o tym nie wiemy). Tak jakby panika odebrała komuś, kto o tym decyduje, rozum. A bez rozumu i w panice nie da się zarządzać kryzysem. Bez rozumu i w panice można za to narobić niezłego bałaganu.

Brzęczą mi w głowie słowa ministra Sienkiewicza – państwo polskie nie istnieje jako całość, istnieją tylko jego fragmenty. Bartłomiej Sienkiewicz jest przenikliwym analitykiem, dał temu dowód wielokrotne, dziś właśnie obserwujemy ten sfragmentaryzowany chaos. Nie mogę zrozumieć, czemu jako najważniejszy policjant kraju postanowił bawić się w polityczne gierki. Po ludzku jakoś mi go żal i po ludzku współczuję też premierowi – mam wrażenie, że jest przyzwoitym człowiekiem, przewidywalnym, nie ogarniętym irracjonalnymi fobiami. Ale jak widać, to już za mało by być premierem państwa. Partia i rząd premiera Donalda Tuska, który moim zdaniem stał się niezdolny do skutecznego rządzenia, nie są z mojej bajki, wolałabym jakiś porządny rząd socliberalny, zamiast zachowawczego konserwatyzmu PO, ale to, co nas być może czeka teraz, napawa mnie takim samym niepokojem, jak to, że minister spraw wewnętrznych i prezes NBP rozważają możliwość złamania konstytucji, po to by zapewnić rządzącej partii wygrane wybory i jak to, że ministra spraw wewnętrznych można swobodnie podsłuchiwać, jak i to, że prokuratura robi zamach na wolność prasy.

Wszystko to są fatalne scenariusze i najgorsze, że nie widzę żadnego dobrego.
Przedwczesne wybory oznaczają być może zwycięstwo partii, której posłowie najchętniej wprowadziliby w Polsce zamordyzm obyczajowy nakazując kobietom rodzić płody niezdolne do przeżycia, a 11 letnim zgwałconym dziewczynkom zabroniliby usuwania ciąży. Partii, która będzie zakazywać obywatelom demonstrować swoje poglądy na Paradach Równości, w czasie których domagają się praw należnych im jak psu zupa. Już nie mówiąc o takich drobiazgach jak zakazywanie emitowania Czterech Pancernych z TVP, czy zakazywanie wystawiania spektakli teatralnych, których nie widzieli, a które mimo to ich obrażają. W dodatku, być może, w koalicji z pajacem, który chce odebrać kobietom prawa wyborcze, a niepełnosprawnych zamknąć w getcie i z kibolami podpalającymi tęczę i głoszącymi takie hasła jak „Polska dla Polaków”. Ale tak jak jest teraz zostać nie może. I tak źle i tak niedobrze.

No i na koniec pozostaje jeszcze pytanie - co się dzieje wokół, czego nie zauważamy zajęci tym nieprawdopodobnym bajzlem? I kto i gdzie siedzi teraz przed telewizorem lub ekranem komputera obserwując ten bajzel z tryumfalnym uśmieszkiem?
Trwa ładowanie komentarzy...